IV Rajd Latarników czyli walka z wiatrakami

9 września 2018 Nasze starty  No comments

41316549_763932730616853_8432770812242558976_n

Walka z wiatrakami, IV Rajd Latarników. Czwarta edycja, 2 pierwsze były w Charlottcie, kolejne 2 w Pałacu w Sasinie. Startujemy ze Słupska tuż przed 8.00 do odległego o 70 km pałacu w Sasinie.41436377_680419848999265_6422171439868149760_n Zapisy od 9.00 , start o 10.00 , na luzie zdążymy. Cztery kilometry od Sasina przestrzeliwujemy skrzyżowanie, robimy nawrotkę, gasimy sprzęty, chwila odpoczynku i pierwszy zonk. Aprilla Miszcza nie chce zapalić. Ponad godzinę trwa lokalizacja usterki i jej prowizoryczna naprawa. Do bazy rajdu docieramy w ostatniej chwili, szybkie zapisy, odbiór pakietów i ustawiamy się w kolejce do startu. Sama formuła rajdu jest nam dobrze znana 2 pod Słupskiem zaliczone. 41446576_2353556271327464_7719711412523630592_nCzyli lekko, łatwo i przyjemnie, ale nie tym razem :-) Tym razem trasa offroadowa była bardzo wymagająca zarówno dla sprzętu jak i dla jeźdźców, dużo dróg piaskowych, odcinki specjalne po podmokłych terenach, single wzdłuż rzeki Łeby, podjazdy piaskowe etc. Kolejny problem, a właściwie dwa, mamy po kilkunastu minutach rajdu. Pierwszy to nieprecyzyjna mapka od orgów i utknięcie w miejscu podobnie jak około 40 innych motocyklistów. Drugi gorszy to znowu moto Miszcza nie chce palić. 41322357_258609354841954_6709410902640164864_n Prowizorka była zbyt prowizoryczna, doszło do spięcia, spalił się bezpiecznik. Znowu prowizorka i ruszamy. Następnie etap „bagienny” gdzie zaliczam glebę z kąpielą błotną, ale co gorsza teraz mój moto ma problem z zapalaniem. Z każdym następnym postojem na punktach kontrolnych jest coraz gorzej. Punkt kontrolny, pałac w Poraju. Tym razem problem z motorem Miszcza. Aprilla zażyczyła sobie kod przed uruchomieniem, czego oczywiście nigdy wcześniej nie robiła. Wujek google nie bardo się orientuje w temacie. I nagle cud, motur ożywa, moja Kawasaki po dłuższym kręceniu ledwo odpala. Na przelocie między łąkami nagle Miszczu robi piruety w powietrzu. Wyglądało jakby koń chciał zrzucić jeźdźca. Winowajcą okazał się spory kamień , który lekko uszkodził przednią felgę. Następny PK to stary wiatrak, z przyzwyczajenia gaszę moto i…. wielbłąd :-( 41360592_1978673088863848_1825386204883845120_nZa cholerę nie mogę go odpalić. Jako, że było z górki to próbuję na pych , nic z tego. Górka się skończyła, siedliśmy sobie pod dębem, czekamy aż się silnik ostudzi i co kilka minut bezskutecznie kręcę rozrusznikiem. W akcie desperacji mówię do Roberta, żeby on spróbował i …… udało mu się za pierwszym razem :-) Ja myślę o rezygnacji, ale daję się namówić na kontynuację rajdu. Około 19.00 zaczyna nam brakować paliwa. Szukamy najbliższej stacji, wybieramy Łebę. Sześć kilometrów od stacji Miszczu łapie kapcia na przodzie, ale postanawia zaryzykować i dojechać do stacji. Zaczyna się ściemniać, informujemy organizatorów, że rezygnujemy z uczestnictwa. Opona po napompowaniu trzyma ciśnienie – kolejne czary, tankujemy i wracamy z pewną dozą niepewności co jeszcze może nam się przytrafić po drodze :-) Po godzinie home, sweet home. Około 280 kilometrów , z tego połowa w terenie + przygody dały nieźle w kość. Robert już się zapowiedział na następny rajd latarników, ja jeszcze mam dość, ale i tak pewnie pojadę.

Zibi

Leave a reply