-
I Pieszy Rajd na Orientację MACZUGA STOLEMA
31 sierpnia 2013 Nasze starty
-
No i się porobiło…
Okazało się, że STOPA jest lepsza w rajdach na orientację niż w biegach ulicznych. Ale może od początku.
Całkiem niedawno w pobliskich Główczycach pojawiło się wydarzenie, które zainteresowało sporą grupkę ludzi ze Słupska. Także nas – członków STOPY zainteresowało. 31 sierpnia miał się tam odbyć I Rajd na Orientację pod tajemniczą nazwą Maczuga Stolema. A któż to był ten Stolem? I tutaj wyjaśnienie: STOLEM
Organizator zaproponował dwie trasy – krótką – TP13km i długą – TP35km. Ja w euforii zapisałem się na długą, a potem na chłodno stwierdziłem, że po kontuzji nie ma co od razu forsować organizmu, a w szczególności stopy.
W sobotni poranek o 7.30 wybraliśmy się samochodem prezesa w składzie: ja, Robert, Jacek G. i on sam, czyli Sławek 🙂 Podróż do Główczyc z racji niewielkiej odległości (ok. 32km) upłynęła szybko na rozmowach, a jakże – o bieganiu. Pod halą sportową meldujemy się o 8.05 i od razu spotykamy resztę STOPOWICZÓW czyli Jacka W. i Mateusza z żoną Moniką.
Po przywitaniu i krótkiej rozmowie poszliśmy do hali odebrać numery startowe. Wszyscy startowaliśmy na trasie krótkiej, a mnie jak zwykle trafił się sympatyczny numerek 22 🙂 Pogoda była idealna na rajd – ciepło, sucho i pochmurno. Start niestety był trochę opóźniony – odprawa zamiast o 8.30 odbyła się o 8.55, a start chwilę po rozdaniu map o godzinie 9.10.
Spotkaliśmy na miejscu przedstawicieli Team Spirit w postaci Kosy ze swoją rodzinką oraz 5-osobową drużynę SSI Aktywni Damnica. Po chóralnym odliczaniu wystartowaliśmy biegiem w kierunku kościoła w Główczycach, gdzie zlokalizowany był pierwszy punkt. Jacek W. biegł w drużynie z kolegą z Gocha Bytów Sławkiem. Już od startu ruszyli dość szybkim biegiem. Ja, Robert i Jacek G. deptaliśmy im po piętach, pod kościołem jednak spotkaliśmy się szukając punktu. Był on sprytnie ukryty i pierwsi wyruszyliśmy w trasę do drugiego punktu po odznaczeniu pierwszego i wpisaniu godziny, co było warunkiem zaliczenia każdego punktu. Dodam jeszcze, że bieg był rozgrywany systemem scorelauf tzn. że kolejność zdobywania punktów była dowolna. W międzyczasie Jacek W. ze Sławkiem z Bytowa wyszli znów na prowadzenie. Truchtając główną ulicą Główczyc Robert z Jackiem G. zaczęli mi powolutku „odjeżdżać”, jako że ich tempo truchtu było o kilka sekund szybsze. Do drugiego punktu, który umiejscowiony był na pozostałościach mostku kolejowego tuż przy drodze na Łebę dotarłem już sam i tam spotkałem się z kolegą z Poznania, z którym ruszyłem biegiem w dalszą część trasy. Robert i Jacek z racji szybszego biegu byli ok. 300 metrów przed nami. Biegnąc asfaltem w kierunku Słupska minęliśmy Klęcinko i przed przystankiem autobusowym skręciliśmy w prawo w drogę gruntową. Zgodnie z mapą kierowaliśmy się na kolejny punkt, który leżał na skraju niewielkiego lasu. Po odznaczeniu w karcie startowej ruszyliśmy na przełaj przez zaorane pole do drogi, przy której na dębie widniał kolejny punkt.
Tam spotkaliśmy jakichś ludzi, którzy szli z zupełnie innej strony. Robert i Jacek byli daleko przed nami. Na szczęście kolega z Poznania, okazało się, że też Jacek, dobrze nawigował, w związku z czym znalezienie kolejnych 2 punktów poszło nam bardzo szybko. Cały czas pomiędzy punktami poruszaliśmy się truchtem, a ja kląłem w duchu bo przeszkadzał mi w biegu plecak, który zupełnie niepotrzebnie zabrałem. Do punktu, który znajdował się przy mostku za miejscowością Równo dotarliśmy troszeczkę na okrętkę, bo kolega z Poznania nie posłuchał mojej rady i nadrobiliśmy jakieś 200 metrów. Potem gładko poszło znalezienie punktu kolejnego na skraju lasu i gdy od niego odeszliśmy ku mojemu wielkiemu zdziwieniu zobaczyłem, że Robert z Jackiem G. dopiero do niego biegną. Sprawdziła się więc teoria, że dobra nawigacja wygrywa z dobrym bieganiem. W drodze do następnego punktu chłopaki nas dogonili i razem szukaliśmy Grodziska Kultury Łużyckiej, które było dość sprytnie ukryte w gęstym gąszczu krzaków i drzew. Stamtąd prostą drogą wyszliśmy z lasu i po raz kolejny na przełaj po zaoranym polu dobiegliśmy do kolejnego punktu. Tam i przy następnym punkcie jeszcze byliśmy razem we czterech ale kiedy został do zdobycia ostatni punkt i droga była już prosta Robert i Jacek G. uciekli nam znowu. Ja jeszcze chwilę wzdłuż Główczyckiego Strumyka trzymałem się Jacka z Poznania ale w Skórzynie zacząłem iść, żeby dać odpocząć zmęczonym nogom i w ten sposób zostałem sam na końcowe 2,5 kilometra. Znalezienie ostatniego punktu nie było wcale trudne, a potem już na szagę przez kolejne zaorane pole i łąkę doszedłem do drogi, którą spokojnie potruchtałem w kierunku widocznej z daleka wieży kościoła w Główczycach.
Po 2 godzinach i 3 minutach zameldowałem się na mecie pod halą na bardzo dobrej piątej pozycji. Dystans jaki pokonałem okazał się nieznacznie dłuższy od najkrótszego z możliwych wariantów pokonania tej trasy i wyniósł 16 300 metrów.
I tym sposobem rajdy na orientację spodobały nam się na tyle, że już rozglądamy się za kolejnymi. Po kąpieli i posiłku wróciliśmy do Słupska, a co niektórzy pojechali po południu z powrotem do Główczyc odebrać nagrody i puchary. Ja pomimo nieobecności wylosowałem podwójne zaproszenie do Dino Parku i będę musiał jeszcze wybrać się do Łeby w tym roku…
Miejsca i czasy STOPY Słupsk:
1. Jacek Wąsicki – 1.36.12
2. Robert Skorupski – 1.55.44
3. Jacek Gierlach – 1.55.54
5. Paweł Sadowski – 2.03.20
7. Sławek Ćwirko – 2.27.05
25. Mateusz Masłowski – 3.59.31
7 comments to I Pieszy Rajd na Orientację MACZUGA STOLEMA
Leave a reply
You must belogged in to post a comment..
Genialne zawody!
Optymalna długość trasy, znakomicie oznaczone punkty na mapie, baza rajdu z prysznicami – wszystko super.
Musimy kiedyś zorganizować coś podobnego 🙂
Wspaniale chłopcy, jesteśmy z was dumni i fajowo, że szukacie nowych wyzwań, oby tak dalej 🙂
A duży STOLEM wyszedł ciekawie. Jaka przepaść między pierwszym a drugim. Jak on to zrobił?? Ciekawe jak by to było jak bym poszedł …
Pewnie też byłbyś drugi 🙂
Duże różnice świadczą o niskim poziomie zawodników. Idąc z kijami byłem siódmy z ponad półgodzinną przewagą nad następnym zawodnikiem.
Pierwsza impreza to wyjadacze jeszcze nie przyjechali. A biegających była garstka. Reszta spacerkiem pokonała trasę.
Pan Jarosław jest czołowym zawodnikiem biegów na orientację. UMKS Orkan zajmuje się tylko orientacją i ma jeszcze wielu innych równie dobrych wychowanków na różnych dystansach. Mimo bardzo dobrego czasu był on jeszcze do podśrubowania 😉
Miałem okazje spotkać na Cobrze. Był drugi, a nad 3cim tez miał dużą przewagę, ale nie taka jak tu.